Wracałam do domu, po drodze odrzucając połączenia od Reusa. Nie mogłam przestać płakać. Kiedy byłam już na miejscu, zobaczyłam, że na schodach, z telefonem w ręku siedzi piłkarz.
- Madzia, co się stało ? - zapytał i poderwał się z miejsca, kiedy mnie zobaczył. Chciałam go minąć, ale mnie powstrzymał. - Magda, co ty wyprawiasz?
- Co ja wyprawiam? Lepiej zastanów się nad swoim zachowaniem! Nie chcę cię więcej widzieć! - wykrzyczałam mu w twarz i szybkim ruchem go wyminęłam. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka, z powrotem zamykając je na klucz.
- Magda, otwórz! Nie mam pojęcia o co ci chodzi! - usłyszałam.
- Daj mi spokój! Nie mam zamiaru być z człowiekiem, który mnie okłamuje! Zostaw mnie w spokoju ! - odparłam i wybuchnęłam płaczem.
Po kilkunastu minutach zobaczyłam jak jego czarny Aston Martin odjeżdża spod mojego domu. Zrobiłam sobie kawę i zastanawiałam się, co powinnam zrobić. Nie mogłam zostać u siebie, bo od razu zachorowałabym. Termometr nie wskazywał nawet dziesięciu stopni. Rozważałam powrót do Polski na kilka dni, ale nie miałam odwagi prosić Tima o urlop, tym bardziej, że niedawno z niego wróciłam. Pomyślałam o Lenie, z którą miałam dobry kontakt za czasów pracy w gazecie. Jednak nigdzie nie mogłam znaleźć jej numeru telefonu. Postanowiłam zatelefonować do Niny, koleżanki z redakcji.
- Cześć Nina! Mówi Magda, pamiętasz mnie jeszcze? - zaśmiałam się.
- No pewnie, co u Ciebie? Słyszałam, że jesteś z tym znanym piłkarzem. Nie masz pojęcia jak Ci zazdroszczę! - jak zwykle nie dopuszczała nikogo do głosu. Nina była straszną gadułą. - A coś się stało, że dzwonisz? Długo się nie odzywałaś. Podobno pracujesz teraz w Borussii?
- Tak...Nina, dzwonię bo mam problem. - zaczęłam niepewnie.
- Chętnie Ci pomogę. - Ninę, pomimo jej ogromnego gadulstwa, które czasem było na prawdę uciążliwe, wszyscy lubili za to, że zawsze była gotowa pomóc. Nawet największemu wrogowi.
- Chodzi o to, że w moim domu nie ma ogrzewania...Jednym słowem jest lodówa. Mogłabyś mnie przenocować? To tylko dwie, góra trzy noce, w najbliższych dniach wszystko powinno wrócić do normy...
- Jasne, nie ma problemu. Wpadaj śmiało, pamiętasz mój adres?
- Tak, dziękuję. Do zobaczenia.
- Pa!
Po kilkunastu minutach byłam na miejscu. Dom Niny prawie w ogóle się nie zmienił. Ani na zewnątrz, a jak się później okazało, wnętrze również pozostało takie samo. Wyjęłam walizkę z bagażnika i ruszyłam do drzwi, które otworzyły się, zanim nacisnęłam dzwonek.
- Nic się nie zmieniłaś!- krzyknęła Nina i rzuciła mi się na szyję.
- Za to ty cała promieniejesz. Mieszkasz sama, czy może schwytałaś jakiegoś przystojniaka? - zaśmiałam się wchodząc do domu.
- Mieszkam sama, ale mam kogoś na oku. - odpowiedziała z uśmiechem. - A to prawda, że jesteś z tym piłkarzem? Bo jakoś przez telefon sprytnie uniknęłaś tego tematu. - zachichotała.
- To plotki. - odpowiedziałam krótko, zdejmując kurtkę.
- Na pewno ? - spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Nie wierzysz mi ? - zapytałam z uśmiechem.
- Wierzę. - westchnęła. - Wydało mi się dziwne, że dzwonisz do mnie z taką prośbą, skoro mogłabyś zamieszkać u Reusa.
- Właśnie, co do tego telefonu i całej tej sytuacji...- zmieniłam temat. - Ja wiem jak to wygląda, nie odzywałam się tyle miesięcy, a teraz jak potrzebuję pomocy, to nagle się do ciebie zwracam... Bardzo mi głupio. I jeszcze raz dziękuję ci, że mi pomagasz. Prawdziwy z ciebie anioł. - rzuciłam jej ciepłe spojrzenie.
- Jaki tam anioł, po prostu rozumiem twoją sytuację. Nie przejmuj się, przecież równie dobrze, to ja też mogłam do ciebie zadzwonić. A teraz siadaj i opowiadaj, co działo się przez ten długi czas. - wskazała mi miejsce na kanapie i podała kieliszek wina.
Rozmawiałyśmy do późnej nocy. Kiedy już się umyłam i leżałam w łóżku, spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Pomiędzy kilkunastoma nieodebranymi połączeniami od Marco, zobaczyłam również, że dzwonił do mnie Marvin. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Nie mogąc zasnąć, myślałam nad tym, czego on ode mnie oczekuje. Postanowiłam, że jutro do niego zadzwonię i raz na zawsze każę mu się od siebie odczepić.
Pomimo późnej godziny, pomyślałam, że zadzwonię do Anki,która pewnie przebywa teraz w Polsce. Rozmowa z nią zawsze podnosiła mnie na duchu, dodawała nadziei i zawsze było mi jakoś łatwiej. Ania miała w sobie to coś, co sprawiało, że nawet największy problem według niej był błahostką. Patrzyła na świat z niezwykłym optymizmem, który udzielał się każdemu kto trochę z nią przebywał.
- Hej Ania, nie śpisz już ?
- Nie, dopiero skończyłam trening.
- No tak, zapomniałam,że dzwonię do największego tytana pracy, jakiego znam. - zaśmiałam się.
- Oj, nie przesadzaj, dzisiaj sobie trochę odpuściłam. Nawet mnie czasem dopada zły nastrój. Tym bardziej, gdy dowiaduję się, że między moimi przyjaciółmi znów jest coś nie tak. Może mi to wyjaśnisz? - zapytała.
- Tu nie ma co wyjaśniać...Poza tym to nie rozmowa na telefon. - odpowiedziałam.
- Ale gdzie ty teraz jesteś? Robert powiedział mi, że się od niego wyprowadziłaś. U ciebie nie ma przecież ogrzewania.
- Jestem u koleżanki.
- Nie mogłaś przyjść od razu do nas? Magda, jaka ty jesteś uparta!
- Nie chciałam wam robić problemu i tak już za wiele u was namieszałam.
- Wiesz co, czasem brakuje mi słów żeby opisać twój upór. Wracając do Marco, to on nawet nie wie o co ta cała afera...
- Chce przejść do Manchesteru, a nawet mi o tym nie wspomniał. Dowiedziałam się od Alexandry.
- O cholera...
_________________________________________________________
Tak sobie ostatnio myślałam i doszłam do wniosku, że jesteśmy już daleko za połową tego opowiadania. :) Ale spokojnie, jeszcze trochę Was pomęczę. :D
piątek, 21 lutego 2014
piątek, 14 lutego 2014
25. ,,Tyle mogę ci powiedzieć. "
Następnego dnia, gdy sprzątałam po naszym wspólnym śniadaniu, zadzwonił telefon Marco. Spojrzałam na wyświetlacz i zobaczyłam, że dzwoni Alexandra. Cały mój dobry humor wyparował. Piłkarz po chwili pojawił się w kuchni, słysząc dźwięk swojego telefonu. Spojrzał na wyświetlacz, a potem zerknął na mnie niepewnie.
- No odbierz, może znowu leży umierająca w szpitalu i potrzebuje twojego wsparcia. - powiedziałam z ironią. Odebrał dzwoniące urządzenie i dziwnym tonem rozmawiał z przyjaciółką. Po kilku minutach usłyszałam jak się z nią umawia.
- Czego chciała ? - zapytałam, kiedy zakończył konwersację.
- Ma problemy...Potrzebuje pieniędzy. - odpowiedział, na co ja pokręciłam głową nie mogąc uwierzyć jaki ona ma tupet.
- I ty oczywiście postanawiasz jej pomóc. Wiesz, rób co chcesz, twoje pieniądze, twoja przyjaciółka, twoja decyzja.
- Madzia, ale postaw się w jej sytuacji. Wszystkie swoje oszczędności wydała na leczenie, a jej restauracja ostatnio podobno nie przynosi żadnych zysków.
- Jak tam byłam, to odniosłam inne wrażenie. - odpowiedziałam.
- To nie jest duża suma, nie pożyczałaby, gdyby miała te pieniądze.
- Jasne, rób jak uważasz. - powiedziałam na odchodne i wyszłam z kuchni.
- Ale nie będziesz się gniewać? - poszedł za mną chwytając mnie za rękę i obracając w swoją stronę.
- Nie. - westchnęłam. - Muszę już iść, bo się spóźnię. - pocałowałam go i poszłam założyć kurtkę i buty.
Gdy wróciłam z pracy, Marco nie było w domu. Postanowiłam zadzwonić do ciepłowni i dowiedzieć się, kiedy w grzejniki w moim domu znowu będą ciepłe. Okazało się, że awaria jest w trakcie naprawy i w najbliższych dniach wszystko powinno wrócić do normy. Ucieszyłam się, że nie będę dłużej zawracać głowy Reusowi. On jednak chyba nie będzie podzielał mojej radości. Nigdy nie lubiłam prosić kogoś o pomoc, zawsze starałam się radzić sobie sama. Marco uważał, że skoro jesteśmy razem to powinniśmy razem mieszkać. Również nad tym myślałam, ale nie potrafiłam czuć się jak u siebie, w domu piłkarza. Tym bardziej, że kiedyś najprawdopodobniej mieszkał tutaj również ze swoją dziewczyną. Nie chciałam mu o tym na razie mówić, postanowiłam, że przyjdzie na to jeszcze czas.
Odczytując sms'a od Marco, w którym napisał, że jego rehabilitacja się trochę przedłuży, usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Kiedy je otworzyłam ujrzałam Alexandrę. Ubrana była w czarne legginsy oraz białą, prześwitującą koszulę, na której miała czarną, skórzaną kurtkę.
- O, kogo moje oczy widzą...- powiedziała i zmierzyła mnie wzrokiem. - Dlaczego wcale się nie dziwię, że tutaj jesteś? - minęła mnie i weszła do środka.
- Za to ja nie bardzo wiem co ty tutaj robisz. - odpowiedziałam i zamknęłam za nią drzwi.
- Na dobre już się tutaj przeprowadziłaś ? Widzę, że Marco jest nieźle naiwny.- zignorowała moje pytanie.
- Nie twoja sprawa. Chociaż...Marco jest naiwny, ponieważ ci we wszystko wierzy. Pytam po raz kolejny - po co tu przyszłaś?
- Nie powiedział ci? Postanowił mi pomóc i wesprze mnie finansowo. - odparła z uśmiechem, rozsiadając się na kanapie w salonie.
- Powiedział. - odparłam zaciskając zęby. - Ale teraz go nie ma, więc przyjdź później.
- Uuu, widzę, że nie możesz znieść tego, że Marco chce mi pomóc. Nie dobrze jest być taką egoistką...- zaśmiała się.
- Ty wiesz o tym najlepiej.
- Ja? Przecież to ty lecisz na jego kasę, jednocześnie myśląc tylko o sobie. Nie pomyślałaś, że możesz go zranić ? - zapytała.
- Nie lecę na jego pieniądze. A teraz wyjdź. - wstała z kanapy i ruszyła w stronę drzwi.
- Rozumiem, chcesz się nacieszyć jego domem, póki jesteś sama. W końcu długo sobie tutaj nie pomieszkasz. Reus niedługo wyjedzie, a ty znów wrócisz do szarej rzeczywistości.
- Z tego co wiem Marco nigdzie się nie wybiera. - odpowiedziałam.
- Jesteś tego pewna? Doszły mnie słuchy, że jest bliski podpisania kontraktu z Manchesterem. Może ma zamiar nic ci nie mówić, tylko pewnego dnia po prostu zniknąć. - zaczęła się śmiać, a ja byłam bliska płaczu, jednak nie dałam tego po sobie poznać. - W każdym razie, postaraj się może przepisze ci dom w spadku. - zaśmiała się i wyszła.
Zatrzasnęłam za nią drzwi i zaczęłam płakać. Nie mogłam uwierzyć, że Marco podpisuje kontrakt i nawet mi o tym nie powiedział. Nie wspomniał nawet, że ma ofertę z tego klubu. Z resztą, jako rzecznik Borussii powinnam wiedzieć o tym w pierwszej kolejności. Jednak przypomniałam sobie słowa Tima, który powiedział, że ,,Reus już długo sobie u nas nie pogra". Byłam pewna, że chodziło mu o kontuzję, ale teraz zrozumiałam drugie dno tej wypowiedzi i skojarzyłam fakty. Ruszyłam do swojego pokoju po walizkę i już po kilkunastu minutach byłam w drodze do domu. Miałam zamiar jechać do Tima i wszystkiego się dowiedzieć, jednak nie chciałam spotkać się z Marco, więc najpierw pojechałam do siebie. Weszłam do domu i poczułam chłód, no tak, w końcu nie ma ogrzewania. Zostawiłam walizkę i pojechałam do klubu. Kiedy byłam na miejscu, prawie biegiem ruszyłam do pokoju Tima.
- Dzień dobry. - powiedziałam, wchodząc bez pukania.
- Magdalena? A co ty tutaj robisz? Przecież już dawno skończyłaś pracę... Aaa, pewnie przyjechałaś po Marco, ale jego też już nie ma. - pokręciłam głową.
- Przyjechałam się o coś zapytać. To prawda, że Marco... że on chce podpisać kontrakt z Manchesterem ? - zapadła cisza. - To prawda? - zaczęłam się niecierpliwić.
- Magda, ja nic nie mogę ci powiedzieć. Sprawa jest w toku, skoro Reus sam ci nie powiedział, to ja tym bardziej nie powinienem.
- Chyba jako rzecznik klubu, powinnam o takich sprawach wiedzieć. - podniosłam głos.
- Marco na razie rozpatruje całą tę sytuację, ale z tego co wiem, to jest duże prawdopodobieństwo, że jednak przejdzie do United. Tyle mogę ci powiedzieć.
- Dziękuję. - powiedziałam bezgłośnie i wyszłam z pokoju ze łzami w oczach.
Nie rozumiałam jak mógł mi coś takiego zrobić. Nie powiedzieć, że już niedługo wyjedzie i zacznie swój nowy etap w życiu...
- No odbierz, może znowu leży umierająca w szpitalu i potrzebuje twojego wsparcia. - powiedziałam z ironią. Odebrał dzwoniące urządzenie i dziwnym tonem rozmawiał z przyjaciółką. Po kilku minutach usłyszałam jak się z nią umawia.
- Czego chciała ? - zapytałam, kiedy zakończył konwersację.
- Ma problemy...Potrzebuje pieniędzy. - odpowiedział, na co ja pokręciłam głową nie mogąc uwierzyć jaki ona ma tupet.
- I ty oczywiście postanawiasz jej pomóc. Wiesz, rób co chcesz, twoje pieniądze, twoja przyjaciółka, twoja decyzja.
- Madzia, ale postaw się w jej sytuacji. Wszystkie swoje oszczędności wydała na leczenie, a jej restauracja ostatnio podobno nie przynosi żadnych zysków.
- Jak tam byłam, to odniosłam inne wrażenie. - odpowiedziałam.
- To nie jest duża suma, nie pożyczałaby, gdyby miała te pieniądze.
- Jasne, rób jak uważasz. - powiedziałam na odchodne i wyszłam z kuchni.
- Ale nie będziesz się gniewać? - poszedł za mną chwytając mnie za rękę i obracając w swoją stronę.
- Nie. - westchnęłam. - Muszę już iść, bo się spóźnię. - pocałowałam go i poszłam założyć kurtkę i buty.
Gdy wróciłam z pracy, Marco nie było w domu. Postanowiłam zadzwonić do ciepłowni i dowiedzieć się, kiedy w grzejniki w moim domu znowu będą ciepłe. Okazało się, że awaria jest w trakcie naprawy i w najbliższych dniach wszystko powinno wrócić do normy. Ucieszyłam się, że nie będę dłużej zawracać głowy Reusowi. On jednak chyba nie będzie podzielał mojej radości. Nigdy nie lubiłam prosić kogoś o pomoc, zawsze starałam się radzić sobie sama. Marco uważał, że skoro jesteśmy razem to powinniśmy razem mieszkać. Również nad tym myślałam, ale nie potrafiłam czuć się jak u siebie, w domu piłkarza. Tym bardziej, że kiedyś najprawdopodobniej mieszkał tutaj również ze swoją dziewczyną. Nie chciałam mu o tym na razie mówić, postanowiłam, że przyjdzie na to jeszcze czas.
Odczytując sms'a od Marco, w którym napisał, że jego rehabilitacja się trochę przedłuży, usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Kiedy je otworzyłam ujrzałam Alexandrę. Ubrana była w czarne legginsy oraz białą, prześwitującą koszulę, na której miała czarną, skórzaną kurtkę.
- O, kogo moje oczy widzą...- powiedziała i zmierzyła mnie wzrokiem. - Dlaczego wcale się nie dziwię, że tutaj jesteś? - minęła mnie i weszła do środka.
- Za to ja nie bardzo wiem co ty tutaj robisz. - odpowiedziałam i zamknęłam za nią drzwi.
- Na dobre już się tutaj przeprowadziłaś ? Widzę, że Marco jest nieźle naiwny.- zignorowała moje pytanie.
- Nie twoja sprawa. Chociaż...Marco jest naiwny, ponieważ ci we wszystko wierzy. Pytam po raz kolejny - po co tu przyszłaś?
- Nie powiedział ci? Postanowił mi pomóc i wesprze mnie finansowo. - odparła z uśmiechem, rozsiadając się na kanapie w salonie.
- Powiedział. - odparłam zaciskając zęby. - Ale teraz go nie ma, więc przyjdź później.
- Uuu, widzę, że nie możesz znieść tego, że Marco chce mi pomóc. Nie dobrze jest być taką egoistką...- zaśmiała się.
- Ty wiesz o tym najlepiej.
- Ja? Przecież to ty lecisz na jego kasę, jednocześnie myśląc tylko o sobie. Nie pomyślałaś, że możesz go zranić ? - zapytała.
- Nie lecę na jego pieniądze. A teraz wyjdź. - wstała z kanapy i ruszyła w stronę drzwi.
- Rozumiem, chcesz się nacieszyć jego domem, póki jesteś sama. W końcu długo sobie tutaj nie pomieszkasz. Reus niedługo wyjedzie, a ty znów wrócisz do szarej rzeczywistości.
- Z tego co wiem Marco nigdzie się nie wybiera. - odpowiedziałam.
- Jesteś tego pewna? Doszły mnie słuchy, że jest bliski podpisania kontraktu z Manchesterem. Może ma zamiar nic ci nie mówić, tylko pewnego dnia po prostu zniknąć. - zaczęła się śmiać, a ja byłam bliska płaczu, jednak nie dałam tego po sobie poznać. - W każdym razie, postaraj się może przepisze ci dom w spadku. - zaśmiała się i wyszła.
Zatrzasnęłam za nią drzwi i zaczęłam płakać. Nie mogłam uwierzyć, że Marco podpisuje kontrakt i nawet mi o tym nie powiedział. Nie wspomniał nawet, że ma ofertę z tego klubu. Z resztą, jako rzecznik Borussii powinnam wiedzieć o tym w pierwszej kolejności. Jednak przypomniałam sobie słowa Tima, który powiedział, że ,,Reus już długo sobie u nas nie pogra". Byłam pewna, że chodziło mu o kontuzję, ale teraz zrozumiałam drugie dno tej wypowiedzi i skojarzyłam fakty. Ruszyłam do swojego pokoju po walizkę i już po kilkunastu minutach byłam w drodze do domu. Miałam zamiar jechać do Tima i wszystkiego się dowiedzieć, jednak nie chciałam spotkać się z Marco, więc najpierw pojechałam do siebie. Weszłam do domu i poczułam chłód, no tak, w końcu nie ma ogrzewania. Zostawiłam walizkę i pojechałam do klubu. Kiedy byłam na miejscu, prawie biegiem ruszyłam do pokoju Tima.
- Dzień dobry. - powiedziałam, wchodząc bez pukania.
- Magdalena? A co ty tutaj robisz? Przecież już dawno skończyłaś pracę... Aaa, pewnie przyjechałaś po Marco, ale jego też już nie ma. - pokręciłam głową.
- Przyjechałam się o coś zapytać. To prawda, że Marco... że on chce podpisać kontrakt z Manchesterem ? - zapadła cisza. - To prawda? - zaczęłam się niecierpliwić.
- Magda, ja nic nie mogę ci powiedzieć. Sprawa jest w toku, skoro Reus sam ci nie powiedział, to ja tym bardziej nie powinienem.
- Chyba jako rzecznik klubu, powinnam o takich sprawach wiedzieć. - podniosłam głos.
- Marco na razie rozpatruje całą tę sytuację, ale z tego co wiem, to jest duże prawdopodobieństwo, że jednak przejdzie do United. Tyle mogę ci powiedzieć.
- Dziękuję. - powiedziałam bezgłośnie i wyszłam z pokoju ze łzami w oczach.
Nie rozumiałam jak mógł mi coś takiego zrobić. Nie powiedzieć, że już niedługo wyjedzie i zacznie swój nowy etap w życiu...
wtorek, 11 lutego 2014
24. ,,No proszę, jakie wymagania. "
Siedziałam na stadionie razem z Anką. Byłyśmy ogromnie zniecierpliwione. Czekałyśmy na rozpoczęcie meczu, które przedłużało się z powodu nagannego zachowania kibiców. Borussia podejmowała dziś Schalke 04. Piłkarze wyszli na murawę z kilkunastominutowym opóźnieniem. Tak jak się wszyscy spodziewali, mecz był niezwykle emocjonujący i wyrównany. Zakończył się remisem 2-2. Gracze z Dortmundu nie byli zadowoleni z wyniku, ponieważ mogli ten mecz spokojnie wygrać. Zmarnowani kilka sytuacji, a do tego Marco doznał kontuzji, która wyklucza go z gry na najbliższe dwa tygodnie. Kiedy mecz się skończył, razem z Anką czekałyśmy w samochodzie na Reusa i Roberta. Lewandowski pojawił się po trzydziestu minutach, mówiąc, że Marco jest na badaniach, więc szybko nie przyjdzie. Postanowiłam, że na niego poczekam. Ania próbowała odwieść mnie od tego pomysłu, ponieważ na dworze, jak na luty przystało, panował prawie dziesięciostopniowy mróz. A niestety, gdzie indziej nie mogłam poczekać, bo sama nie miałam prawa wejść do środka stadionu. Po kwadransie oczekiwań na piłkarza, zadzwonił mój telefon.
- Słucham ? - odebrałam.
- Madziu, mam nadzieję, że pojechałaś razem z Lewandowskimi do domu? - usłyszałam głos Marco.
- No...nie. Czekam na Ciebie przed stadionem.
- Oszalałaś? Przeziębisz się! Ja będę tutaj jeszcze przynajmniej godzinę, więc zmykaj do domu. Muszą zrobić mi dokładne badania.
- Ale co się dokładnie stało? - zapytałam zaniepokojona.
- Nic poważnego, ale tak szybko na boisko nie wrócę. Nie martw się i jedź do domu. Jutro rano do Ciebie wpadnę. Pa! - powiedział i rozłączył się.
- Pa. - powiedziałam bardziej do siebie i wybrałam numer po taksówkę.
Kiedy wróciłam do domu z zamiarem ogrzania się przy cieplutkim kaloryferze, poczułam chłód. Spojrzałam na termometr, który wskazywał, że w pomieszczeniu jest zaledwie... 12 stopni. Grzejnik był zimny, woda lecąca z kranu również. Wyszłam z domu i poszłam do sąsiadki, która mieszkała obok, aby spytać czy u niej również jest awaria. Jak się okazało, we wszystkich domach po lewej stronie na mojej ulicy nie było ogrzewania. Ciepłownia, która nam je dostarcza, poinformowała, że w wyniku mrozu została uszkodzona główna rura znajdująca się pod ziemią. Wróciłam zrezygnowana do domu i zrobiłam sobie ciepłej herbaty. Założyłam kurtkę i ciepłe skarpety. Znalazłam mały, elektryczny grzejniczek, który postawiłam w sypialni, aby mieć w nocy trochę cieplej. Niestety, temperatura podwyższyła się tylko o jeden stopnień. Około północy, grubo ubrana i przykryta po prawie czubek głowy kołdrą, zasnęłam.
Obudziłam się i poczułam chłód. Temperatura jeszcze bardziej się obniżyła. Przeniosłam grzejnik do kuchni i podłączyłam go do prądu. Założyłam gruby sweter i zaparzyłam kawę. Gdy zjadłam śniadanie, przyjechał Marco.
- O, wychodzisz gdzieś ? - zapytał, kiedy zauważył, że mam na sobie szalik.
- Nie. - uśmiechnęłam się.
- A co tu tak zimno ?
- W ciepłowni jest awaria, wczoraj pękła rura, na połowie ulicy nie ma ogrzewania. - odpowiedziałam jednym tchem.
- To dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś?! Siedzisz w takim zimnie, przecież nie wiadomo ile jeszcze potrwa ta awaria. To poważna sprawa. Pakuj się, jedziemy do mnie.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, nie chcę robić Ci problemu. - odpowiedziałam.
- Kochanie, o czym tym mówisz? Jaki problem!? Jestem teraz w domu, będę miał krótsze treningi, będziemy więcej czasu spędzać razem.
- No dobra, ale to tylko na te kilka dni.
- No, jeszcze się zobaczy. - zaśmiał się, a ja poszłam spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Po kilkunastu minutach wróciłam z walizką do Marco, który siedział w kuchni.
- Możemy jechać.
Kiedy byliśmy już w samochodzie zapytałam go dokładnie o jego kontuzję. Okazało się, że ma naderwany mięsień lewej nogi. Przy zwykłym chodzeniu nie sprawia to wielkiego bólu, ale przy grze i bieganiu już tak. Oczywiście nie można też nadwyrężać tej nogi. Kiedy byliśmy już w domu Marco, pierwszą czynnością, którą zrobiłam po zdjęciu butów i kurtki, było przytulenie się do ciepłego kaloryfera. Widząc rozbawioną minę piłkarza wzruszyłam ramionami.
- Zrób mi herbaty.- zarządziłam. - Owocowej, bez cukru. - dodałam po chwili.
- No proszę, jakie wymagania. - zaśmiał się.
- Jestem tutaj gościem, więc masz mnie traktować jak gościa. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Czuj się jak u siebie.
- Tak na poważnie, to nie wiem jak Ci się odwdzięczę.
- Wystarczy, że zostaniesz tutaj na zawsze. - odpowiedział, podając mi herbatę.
- Mam pomysł. W ramach wdzięczności będę gotować Ci codziennie obiadki. Może być ?
- Kochanie, na prawdę nie oczekuję od Ciebie żadnych wyrazów wdzięczności. Chociaż... od czasu do czasu możesz coś ugotować. To Twoje ostatnie spaghetti przebija wszystkie, które kiedykolwiek jadłem. Nawet to mojej mamy.
- Dziękuję. - zaśmiałam się.
- A właśnie, jak już jesteśmy przy mojej mamie...- zamilkł na chwilę. - Moi rodzice chcieliby Cię poznać. Zapraszają nas w następną niedzielę na obiad.
- Okej.
- Super, na pewno się ucieszą. - powiedział zadowolony.
__________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale po prostu nie miałam kiedy pisać. Ten rozdział też pisany na szybko, jednak mam nadzieję, że nie jest najgorszy. :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !! :)
- Słucham ? - odebrałam.
- Madziu, mam nadzieję, że pojechałaś razem z Lewandowskimi do domu? - usłyszałam głos Marco.
- No...nie. Czekam na Ciebie przed stadionem.
- Oszalałaś? Przeziębisz się! Ja będę tutaj jeszcze przynajmniej godzinę, więc zmykaj do domu. Muszą zrobić mi dokładne badania.
- Ale co się dokładnie stało? - zapytałam zaniepokojona.
- Nic poważnego, ale tak szybko na boisko nie wrócę. Nie martw się i jedź do domu. Jutro rano do Ciebie wpadnę. Pa! - powiedział i rozłączył się.
- Pa. - powiedziałam bardziej do siebie i wybrałam numer po taksówkę.
Kiedy wróciłam do domu z zamiarem ogrzania się przy cieplutkim kaloryferze, poczułam chłód. Spojrzałam na termometr, który wskazywał, że w pomieszczeniu jest zaledwie... 12 stopni. Grzejnik był zimny, woda lecąca z kranu również. Wyszłam z domu i poszłam do sąsiadki, która mieszkała obok, aby spytać czy u niej również jest awaria. Jak się okazało, we wszystkich domach po lewej stronie na mojej ulicy nie było ogrzewania. Ciepłownia, która nam je dostarcza, poinformowała, że w wyniku mrozu została uszkodzona główna rura znajdująca się pod ziemią. Wróciłam zrezygnowana do domu i zrobiłam sobie ciepłej herbaty. Założyłam kurtkę i ciepłe skarpety. Znalazłam mały, elektryczny grzejniczek, który postawiłam w sypialni, aby mieć w nocy trochę cieplej. Niestety, temperatura podwyższyła się tylko o jeden stopnień. Około północy, grubo ubrana i przykryta po prawie czubek głowy kołdrą, zasnęłam.
Obudziłam się i poczułam chłód. Temperatura jeszcze bardziej się obniżyła. Przeniosłam grzejnik do kuchni i podłączyłam go do prądu. Założyłam gruby sweter i zaparzyłam kawę. Gdy zjadłam śniadanie, przyjechał Marco.
- O, wychodzisz gdzieś ? - zapytał, kiedy zauważył, że mam na sobie szalik.
- Nie. - uśmiechnęłam się.
- A co tu tak zimno ?
- W ciepłowni jest awaria, wczoraj pękła rura, na połowie ulicy nie ma ogrzewania. - odpowiedziałam jednym tchem.
- To dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś?! Siedzisz w takim zimnie, przecież nie wiadomo ile jeszcze potrwa ta awaria. To poważna sprawa. Pakuj się, jedziemy do mnie.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, nie chcę robić Ci problemu. - odpowiedziałam.
- Kochanie, o czym tym mówisz? Jaki problem!? Jestem teraz w domu, będę miał krótsze treningi, będziemy więcej czasu spędzać razem.
- No dobra, ale to tylko na te kilka dni.
- No, jeszcze się zobaczy. - zaśmiał się, a ja poszłam spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Po kilkunastu minutach wróciłam z walizką do Marco, który siedział w kuchni.
- Możemy jechać.
Kiedy byliśmy już w samochodzie zapytałam go dokładnie o jego kontuzję. Okazało się, że ma naderwany mięsień lewej nogi. Przy zwykłym chodzeniu nie sprawia to wielkiego bólu, ale przy grze i bieganiu już tak. Oczywiście nie można też nadwyrężać tej nogi. Kiedy byliśmy już w domu Marco, pierwszą czynnością, którą zrobiłam po zdjęciu butów i kurtki, było przytulenie się do ciepłego kaloryfera. Widząc rozbawioną minę piłkarza wzruszyłam ramionami.
- Zrób mi herbaty.- zarządziłam. - Owocowej, bez cukru. - dodałam po chwili.
- No proszę, jakie wymagania. - zaśmiał się.
- Jestem tutaj gościem, więc masz mnie traktować jak gościa. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Czuj się jak u siebie.
- Tak na poważnie, to nie wiem jak Ci się odwdzięczę.
- Wystarczy, że zostaniesz tutaj na zawsze. - odpowiedział, podając mi herbatę.
- Mam pomysł. W ramach wdzięczności będę gotować Ci codziennie obiadki. Może być ?
- Kochanie, na prawdę nie oczekuję od Ciebie żadnych wyrazów wdzięczności. Chociaż... od czasu do czasu możesz coś ugotować. To Twoje ostatnie spaghetti przebija wszystkie, które kiedykolwiek jadłem. Nawet to mojej mamy.
- Dziękuję. - zaśmiałam się.
- A właśnie, jak już jesteśmy przy mojej mamie...- zamilkł na chwilę. - Moi rodzice chcieliby Cię poznać. Zapraszają nas w następną niedzielę na obiad.
- Okej.
- Super, na pewno się ucieszą. - powiedział zadowolony.
__________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale po prostu nie miałam kiedy pisać. Ten rozdział też pisany na szybko, jednak mam nadzieję, że nie jest najgorszy. :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !! :)
piątek, 31 stycznia 2014
23. ,,Oszukałeś mnie"
Po powrocie do siebie od Marco, bo tam spędziłam noc, przebrałam się i pojechałam na zakupy. Kiedy wychodziłam ze sklepu, zadzwonił telefon. Numer zastrzeżony. Pomyślałam, że to Robert albo Anka. Jednak, gdy odebrałam usłyszałam głos młodej dziewczyny.
- Czy rozmawiam z Magdą? - zapytała.
- Tak, a o co chodzi?
- Nazywam się Alexandra. Chyba wiesz o kogo chodzi...Mogłybyśmy się spotkać?
- Spotkać? W jakim celu? - odpowiedziałam, zastanawiając się skąd ma mój numer.
- Chciałabym porozmawiać.
- Nie uważam żebyśmy miały o czym.
- Bardzo mi na tym zależy. - prosiła.
- Dobrze, gdzie? - uległam.
- Am Gulloh 23. Adres mojej restauracji. Dzisiaj o 16?
- Nie będzie. - odparłam oschle.
- Do zobaczenia. - powiedziała tym samym tonem.
Zastanawiałam się o co jej może chodzić. Myślałam też nad tym, czy powinnam powiedzieć o tym telefonie Marco, jednak uznałam, że nie będę mu teraz przeszkadzać, bo jest w drodze do Essen ze swoją siostrą. Ciekawiło mnie też to, skąd ma mój numer telefonu. Marco jej dał ? Niemożliwe.
Przed szesnastą wyjechałam z domu. Po kilkunastu minutach byłam w restauracji, która prezentowała się nienagannie. Przyjaciółka Reusa, prowadząc to miejsce mogła sobie z pewnością pozwolić na dostatnie życie.
Usiadłam przy jednym ze stolików i zaczęłam się rozglądać. Po chwili podeszła do mnie wysoka blondynka z delikatnymi rysami twarzy i niebieskimi oczami. Miała na sobie białą sukienkę.
- Jestem Alex. - przedstawiła się.
- O czym chcesz rozmawiać? - zapytałam prosto z mostu. - A tak w ogóle to gratuluję szybkiego powrotu do zdrowia. - dodałam. Zignorowała to, odpowiadając na moje wcześniejsze pytanie :
- Chciałam poznać dziewczynę, dla której Marco postanowił zerwać naszą przyjaźń. Swoją drogą musisz być nieźle w sobie zadufana, stawiając mu takie ultimatum. On załatwia Ci pracę, lata za Tobą jak głupi, a ty stawiasz mu idiotyczne warunki.
- On załatwia mi pracę ? Nic nie musiał załatwiać, po prostu tak się złożyło, że Borussia potrzebowała rzecznika.
- Ach tak ? Czyli jesteś naiwna do tego stopnia, że w to uwierzyłaś? Wiesz ja nie wierzę w takie przypadki.
- Nie rozumiem. - coraz bardziej mąciła mi w głowie.
- No to zrozum. To co powiedział ci Marco to bzdury. Armin, były rzecznik wcale nie miał żony, jak powiedział ci Reus. On go przekupił i załatwił mu pracę u Melanie, a ty głupia dałaś się nabrać, że wyjechał z chorą żoną do Berlina.
- A skąd niby możesz to wiedzieć? - próbowałam zachować spokój.
- Zapomniałaś, że Melanie to moja przyjaciółka? Wygadała się przypadkiem. - Nie wierzę ci.
- Trudno, płakać nie będę. - ironicznie się zaśmiała.
- Nie wiem po co chciałaś się ze mną spotkać, ale twój czas się skończył. - złapałam torebkę i chciałam wyjść. - A tak w ogóle to skąd masz mój numer?
- Od Marco.
- Dał ci? - nie mogłam w to uwierzyć.
- Sama sobie wzięłam. - odparła lekkim tonem. Pokręciłam głową i wyszłam z restauracji. Miałam zamiar jak najszybciej spotkać się z Reusem, gdy wróci z Essen. Byłam na niego zła, okłamał mnie.
Wieczorem, kiedy dostałam od niego sms'a, że już wrócił, pojechałam do niego. Otworzył mi z szerokim uśmiechem, ale gdy zobaczył moją minę, zmienił wyraz twarzy.
- Hej, coś się stało? - chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się.
- Tak, okłamałeś mnie. - odpowiedziałam. Spojrzał na mnie pytająco.
- Nie rozumiem.
- To prawda, że ten były rzecznik prasowy wcale nie ma żony? I, że wcale nie wyjechał do Berlina? - Marco spuścił głowę i milczał. - No powiedz mi, prawda?! - krzyknęłam.
- Skąd wiesz? - zapytał.
- Od twojej przyjaciółki. Była tak miła i mnie poinformowała o tym.
- Magda to nie tak, pozwól mi się wytłumaczyć. Zdejmij kurtkę, wejdź do środka. - prosił.
- A jak? Przekupiłeś go, oszukałeś mnie.
- Bo wiedziałem, że jak powiem Ci prawdę to nie będziesz chciała się zgodzić. - podniósł głos. - Tak w ogóle to jak Alex się z Tobą skontaktowała? - zapytał, gdy weszliśmy do salonu.
- Zadzwoniła do mnie i poprosiła o spotkanie. Numer wzięła od Ciebie. - powiedziałam oschle. - Miałeś mi to wytłumaczyć, więc słucham.
- Armin narzekał na tę pracę. Nie mógł dogadać się z Timem, nie radził sobie. Często narzekał. Gdyby ta praca mu się podobała, nie zrobiłbym tego.
- To dlaczego nie powiedziałeś mi prawdy ? - zapytałam łagodniejszym tonem.
- Bałem się, że się nie zgodzisz. Przepraszam.
- Ostatnio za często mnie przepraszasz. - odpowiedziałam, na co mi przytaknął.
- Napijesz się czegoś? Może wina? - zaproponował.
- Przyjechałam autem.
- To zostaniesz na noc . - odpowiedział i znacząco się uśmiechnął. - Idę po to wino.
- Niech Ci już będzie. - westchnęłam.
________________________________________________________
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !! :)
- Czy rozmawiam z Magdą? - zapytała.
- Tak, a o co chodzi?
- Nazywam się Alexandra. Chyba wiesz o kogo chodzi...Mogłybyśmy się spotkać?
- Spotkać? W jakim celu? - odpowiedziałam, zastanawiając się skąd ma mój numer.
- Chciałabym porozmawiać.
- Nie uważam żebyśmy miały o czym.
- Bardzo mi na tym zależy. - prosiła.
- Dobrze, gdzie? - uległam.
- Am Gulloh 23. Adres mojej restauracji. Dzisiaj o 16?
- Nie będzie. - odparłam oschle.
- Do zobaczenia. - powiedziała tym samym tonem.
Zastanawiałam się o co jej może chodzić. Myślałam też nad tym, czy powinnam powiedzieć o tym telefonie Marco, jednak uznałam, że nie będę mu teraz przeszkadzać, bo jest w drodze do Essen ze swoją siostrą. Ciekawiło mnie też to, skąd ma mój numer telefonu. Marco jej dał ? Niemożliwe.
Przed szesnastą wyjechałam z domu. Po kilkunastu minutach byłam w restauracji, która prezentowała się nienagannie. Przyjaciółka Reusa, prowadząc to miejsce mogła sobie z pewnością pozwolić na dostatnie życie.
Usiadłam przy jednym ze stolików i zaczęłam się rozglądać. Po chwili podeszła do mnie wysoka blondynka z delikatnymi rysami twarzy i niebieskimi oczami. Miała na sobie białą sukienkę.
- Jestem Alex. - przedstawiła się.
- O czym chcesz rozmawiać? - zapytałam prosto z mostu. - A tak w ogóle to gratuluję szybkiego powrotu do zdrowia. - dodałam. Zignorowała to, odpowiadając na moje wcześniejsze pytanie :
- Chciałam poznać dziewczynę, dla której Marco postanowił zerwać naszą przyjaźń. Swoją drogą musisz być nieźle w sobie zadufana, stawiając mu takie ultimatum. On załatwia Ci pracę, lata za Tobą jak głupi, a ty stawiasz mu idiotyczne warunki.
- On załatwia mi pracę ? Nic nie musiał załatwiać, po prostu tak się złożyło, że Borussia potrzebowała rzecznika.
- Ach tak ? Czyli jesteś naiwna do tego stopnia, że w to uwierzyłaś? Wiesz ja nie wierzę w takie przypadki.
- Nie rozumiem. - coraz bardziej mąciła mi w głowie.
- No to zrozum. To co powiedział ci Marco to bzdury. Armin, były rzecznik wcale nie miał żony, jak powiedział ci Reus. On go przekupił i załatwił mu pracę u Melanie, a ty głupia dałaś się nabrać, że wyjechał z chorą żoną do Berlina.
- A skąd niby możesz to wiedzieć? - próbowałam zachować spokój.
- Zapomniałaś, że Melanie to moja przyjaciółka? Wygadała się przypadkiem. - Nie wierzę ci.
- Trudno, płakać nie będę. - ironicznie się zaśmiała.
- Nie wiem po co chciałaś się ze mną spotkać, ale twój czas się skończył. - złapałam torebkę i chciałam wyjść. - A tak w ogóle to skąd masz mój numer?
- Od Marco.
- Dał ci? - nie mogłam w to uwierzyć.
- Sama sobie wzięłam. - odparła lekkim tonem. Pokręciłam głową i wyszłam z restauracji. Miałam zamiar jak najszybciej spotkać się z Reusem, gdy wróci z Essen. Byłam na niego zła, okłamał mnie.
Wieczorem, kiedy dostałam od niego sms'a, że już wrócił, pojechałam do niego. Otworzył mi z szerokim uśmiechem, ale gdy zobaczył moją minę, zmienił wyraz twarzy.
- Hej, coś się stało? - chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się.
- Tak, okłamałeś mnie. - odpowiedziałam. Spojrzał na mnie pytająco.
- Nie rozumiem.
- To prawda, że ten były rzecznik prasowy wcale nie ma żony? I, że wcale nie wyjechał do Berlina? - Marco spuścił głowę i milczał. - No powiedz mi, prawda?! - krzyknęłam.
- Skąd wiesz? - zapytał.
- Od twojej przyjaciółki. Była tak miła i mnie poinformowała o tym.
- Magda to nie tak, pozwól mi się wytłumaczyć. Zdejmij kurtkę, wejdź do środka. - prosił.
- A jak? Przekupiłeś go, oszukałeś mnie.
- Bo wiedziałem, że jak powiem Ci prawdę to nie będziesz chciała się zgodzić. - podniósł głos. - Tak w ogóle to jak Alex się z Tobą skontaktowała? - zapytał, gdy weszliśmy do salonu.
- Zadzwoniła do mnie i poprosiła o spotkanie. Numer wzięła od Ciebie. - powiedziałam oschle. - Miałeś mi to wytłumaczyć, więc słucham.
- Armin narzekał na tę pracę. Nie mógł dogadać się z Timem, nie radził sobie. Często narzekał. Gdyby ta praca mu się podobała, nie zrobiłbym tego.
- To dlaczego nie powiedziałeś mi prawdy ? - zapytałam łagodniejszym tonem.
- Bałem się, że się nie zgodzisz. Przepraszam.
- Ostatnio za często mnie przepraszasz. - odpowiedziałam, na co mi przytaknął.
- Napijesz się czegoś? Może wina? - zaproponował.
- Przyjechałam autem.
- To zostaniesz na noc . - odpowiedział i znacząco się uśmiechnął. - Idę po to wino.
- Niech Ci już będzie. - westchnęłam.
________________________________________________________
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !! :)
wtorek, 28 stycznia 2014
22.,,Chcę żeby było jak dawniej"
Kolejne dni mijały na pracy i unikaniu Marco. Na szczęście to drugie wychodziło mi bardzo dobrze. Piłkarze mieli mecze, zgrupowania, wyjazdy. Kiedy oni zaczynali trening ja powoli kończyłam pracę. Oczywiście Marco kilka razy do mnie dzwonił, ale nie miałam odwagi odebrać. Po przyjściu z pracy odwiedziła mnie Ania.
- Hej Madzia! Możemy pogadać? Strasznie mi się samej nudzi. - zaśmiała się.
- Jasne, wchodź. - odparłam, ciesząc się z jej wizyty.
- Słuchaj...mam pytanie. - powiedziała siadając przy stole.
- Okej, ale najpierw ja. Czego się napijesz?
- Zielonej herbaty.
- Już robię. No, więc co to za pytanie?
- Chodzi o Ciebie i Marco... - zaczęła niepewnie. - Robert coś wspominał, że Reus jest ostatnio jakiś przygnębiony i smutny. W dodatku nie chce powiedzieć o co dokładnie chodzi. Domyślam się, że coś zaszło między wami...Pokłóciliście się?
- Tak...to znaczy nie do końca. Wybacz, ale nie chcę o tym rozmawiać.
- Rozumiem, tylko Marco bardzo chce się z Tobą spotkać. Magda, ja nie wiem o co wam poszło, ale daj mu szansę. To naprawdę dobry chłopak.
- On sam z tej szansy zrezygnował. - postanowiłam zakończyć temat. - A co tam u ciebie? - zapytałam i zaczęłam słuchać opowieści sąsiadki.
Przegadałyśmy cały wieczór. Anna była osobą o nieskończonych pokładach energii, co wiązało się również z tym, że potrafiła zagadać każdego. Po kilku telefonach od Lewego, postanowiła udać się do swojego domu. Następnego dnia musiałam zjawić się w pracy już o siódmej, aby przygotować się do konferencji prasowej, więc położyłam się wcześniej spać.
***
Przed szóstą byłam już na nogach. Nie mogłam spać. Przed każdym publicznym wystąpieniem zżerała mnie trema. Miałam za sobą już kilka konferencji, ale mimo wszystko się denerwowałam. Kiedy byłam już w pracy dowiedziałam się, że na konferencję oprócz mnie i trenera, idzie również Reus. Uświadomiłam sobie, że chcąc czy nie chcąc będę musiała się z nim spotkać. Poszłam do klubowego lekarza, aby dowiedzieć się o stanie kontuzjowanego Matsa i jego powrotu do gry, ponieważ spodziewając się takich pytań od dziennikarzy, musiałam być kompetentna i przygotowana.
Gdy wszystko już wiedziałam, poszłam do sali, na której miała odbyć się konferencja. Była jeszcze pusta, dziennikarze mieli zostać wpuszczeni za kwadrans. Kiedy tylko otworzyłam drzwi, od razu tego pożałowałam.
Na jednym z krzeseł siedział Marco.
- Madzia zaczekaj! - krzyknął, kiedy zawróciłam. Na szczęście do sali wszedł również trener i kilka innych osób. Poszłam za Kloppem, wypytując się go o różne rzeczy związane z piłkarzami.
Po konferencji, na której zaskakująco dobrze sobie poradziłam, blondyn próbował mnie jeszcze zatrzymywać, ale trener przypomniał mu, że nie czas na pogaduszki, tylko na trening.
***
Cieszyłam się z nadchodzącego weekendu. Kiedy przygotowywałam sobie obiad, zadzwonił dzwonek do drzwi. Pomyślałam, że to Ania i bez namysłu otworzyłam z uśmiechem. Jednak to nie była ona. Uśmiech zniknął, pojawił się smutek. Wywołał go Marco, który złapał mnie za rękę i energicznie oparł o ścianę namiętnie całując. Poczułam silną woń alkoholu. Uwolniłam się z uścisku.
- Co ty w ogóle robisz?! Jesteś pijany! - krzyknęłam.
- I co z tego ?
- To, że jutro grasz mecz i jest środek sezonu! Jesteś zawodowym piłkarzem to do czegoś zobowiązuje... - przerwałam - Z resztą rób jak chcesz, twój wybór. Po co tu przyszedłeś?
- Żeby Ci powiedzieć, że Cię kocham, nie spotkam się już nigdy z Alex, ale proszę wróć. - mamrotał.
- Nie obiecuj czegoś, czego nie jesteś w pełni świadomy. Jutro nie będziesz pamiętać o deklaracjach, które mi składasz.
- Jestem tego pewny i świadomy, długo nad tym myślałem. To, że trochę wypiłem nie ma żadnego wpływu.
- Ma, ogromny. - powiedziałam i otworzyłam mu drzwi. - Wyjdź. - powstrzymywałam łzy.
- Wyjdę, jeżeli mi coś obiecasz.
- Co? - wywróciłam oczami.
- Że się jutro spotkamy po meczu. Proszę.
- Niech będzie. - wiedziałam, że kiedyś będzie musiało dojść do naszego spotkania. - Gdzie i o której?
- Najlepiej będzie, jeśli przyjdziesz na mecz i poczekasz potem przed stadionem na mnie. - mówił niezrozumiale i podał mi bilet.
- Dobrze. Idź już. I nie pij więcej!
-Dla Ciebie wszystko! Do jutra. - powiedział i wyszedł.
Położyłam bilet na stole i zaczęłam zastanawiać się czy rzeczywiście postanowił przestać spotykać się z Alexandrą. Wszystko wyjaśni się jutro.
***
Czekałam na niego od prawie pół godziny. Meczu z Augsburgiem niestety nie udało się wygrać, musieliśmy zadowolić się remisem 2-2. Robiło mi się coraz bardziej zimno. Na dworze panował kilkunastostopniowy mróz.
- Przepraszam Cię, ale ci wszyscy dziennikarze oszaleli. - przybiegł zdyszany.- Wsiadaj. - otworzył mi drzwi swojego czarnego Aston Martina. - Bardzo zmarzłaś ?
- Nie, w ogóle, przecież mamy lipiec, jest trzydzieści stopni upału, można cały dzień na dworze siedzieć. - odparłam ironicznie.
- Przepraszam... A nie mogłaś poczekać w środku? - zapytał niepewnie.
- Nie chcieli mnie wpuścić. Jak będę chora, to pamiętaj, że to przez Ciebie. - powiedziałam oschle, chociaż coraz mniej gniewałam się na Marco. Jednak chciałam żeby się trochę pomęczył i postarał. - Możesz mi powiedzieć gdzie mnie wywozisz? - zapytałam, kiedy wjechaliśmy na nieznane mi uliczki.
- Do lasu. - odpowiedział.
- Aha super! Będziemy zbierać grzyby ? - zapytałam z głupim uśmiechem i udawaną radością.
- Tak, jeśli tylko będzie ci się chciało odkopywać je spod śniegu. A tak na serio to tu jest taka fajna restauracja. - podjechaliśmy pod okrągły budynek i weszliśmy do środka.
- Madzia...Rozmawiałem z Alexandrą. Nie potrafię bez Ciebie żyć, więc powiedziałem jej, że nie będę jej odwiedzać. - powiedział, gdy usiedliśmy przy stoliku.
- Nie chodzi mi o to żebyś się z nią nigdy nie spotkał, tylko żeby nie wyglądało to tak jak podczas naszych spotkań. Jeden telefon, rzucasz wszystko i do niej jedziesz. - spuścił wzrok.
- Wiem, to było idiotyczne, przepraszam. - zapanowała między nami cisza. - I co teraz? - zapytał po chwili. Wzruszyłam ramionami.
- Chcę żeby było jak dawniej. - odpowiedziałam. Marco szeroko się uśmiechnął i mnie pocałował.
_____________________________________________________
Nie podoba mi się, bez składu i ładu...Niestety, w tej chwili na nic więcej mnie nie stać. Mam nadzieję, że jednak Wam się spodoba ! :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!! :)
- Hej Madzia! Możemy pogadać? Strasznie mi się samej nudzi. - zaśmiała się.
- Jasne, wchodź. - odparłam, ciesząc się z jej wizyty.
- Słuchaj...mam pytanie. - powiedziała siadając przy stole.
- Okej, ale najpierw ja. Czego się napijesz?
- Zielonej herbaty.
- Już robię. No, więc co to za pytanie?
- Chodzi o Ciebie i Marco... - zaczęła niepewnie. - Robert coś wspominał, że Reus jest ostatnio jakiś przygnębiony i smutny. W dodatku nie chce powiedzieć o co dokładnie chodzi. Domyślam się, że coś zaszło między wami...Pokłóciliście się?
- Tak...to znaczy nie do końca. Wybacz, ale nie chcę o tym rozmawiać.
- Rozumiem, tylko Marco bardzo chce się z Tobą spotkać. Magda, ja nie wiem o co wam poszło, ale daj mu szansę. To naprawdę dobry chłopak.
- On sam z tej szansy zrezygnował. - postanowiłam zakończyć temat. - A co tam u ciebie? - zapytałam i zaczęłam słuchać opowieści sąsiadki.
Przegadałyśmy cały wieczór. Anna była osobą o nieskończonych pokładach energii, co wiązało się również z tym, że potrafiła zagadać każdego. Po kilku telefonach od Lewego, postanowiła udać się do swojego domu. Następnego dnia musiałam zjawić się w pracy już o siódmej, aby przygotować się do konferencji prasowej, więc położyłam się wcześniej spać.
***
Przed szóstą byłam już na nogach. Nie mogłam spać. Przed każdym publicznym wystąpieniem zżerała mnie trema. Miałam za sobą już kilka konferencji, ale mimo wszystko się denerwowałam. Kiedy byłam już w pracy dowiedziałam się, że na konferencję oprócz mnie i trenera, idzie również Reus. Uświadomiłam sobie, że chcąc czy nie chcąc będę musiała się z nim spotkać. Poszłam do klubowego lekarza, aby dowiedzieć się o stanie kontuzjowanego Matsa i jego powrotu do gry, ponieważ spodziewając się takich pytań od dziennikarzy, musiałam być kompetentna i przygotowana.
Gdy wszystko już wiedziałam, poszłam do sali, na której miała odbyć się konferencja. Była jeszcze pusta, dziennikarze mieli zostać wpuszczeni za kwadrans. Kiedy tylko otworzyłam drzwi, od razu tego pożałowałam.
Na jednym z krzeseł siedział Marco.
- Madzia zaczekaj! - krzyknął, kiedy zawróciłam. Na szczęście do sali wszedł również trener i kilka innych osób. Poszłam za Kloppem, wypytując się go o różne rzeczy związane z piłkarzami.
Po konferencji, na której zaskakująco dobrze sobie poradziłam, blondyn próbował mnie jeszcze zatrzymywać, ale trener przypomniał mu, że nie czas na pogaduszki, tylko na trening.
***
Cieszyłam się z nadchodzącego weekendu. Kiedy przygotowywałam sobie obiad, zadzwonił dzwonek do drzwi. Pomyślałam, że to Ania i bez namysłu otworzyłam z uśmiechem. Jednak to nie była ona. Uśmiech zniknął, pojawił się smutek. Wywołał go Marco, który złapał mnie za rękę i energicznie oparł o ścianę namiętnie całując. Poczułam silną woń alkoholu. Uwolniłam się z uścisku.
- Co ty w ogóle robisz?! Jesteś pijany! - krzyknęłam.
- I co z tego ?
- To, że jutro grasz mecz i jest środek sezonu! Jesteś zawodowym piłkarzem to do czegoś zobowiązuje... - przerwałam - Z resztą rób jak chcesz, twój wybór. Po co tu przyszedłeś?
- Żeby Ci powiedzieć, że Cię kocham, nie spotkam się już nigdy z Alex, ale proszę wróć. - mamrotał.
- Nie obiecuj czegoś, czego nie jesteś w pełni świadomy. Jutro nie będziesz pamiętać o deklaracjach, które mi składasz.
- Jestem tego pewny i świadomy, długo nad tym myślałem. To, że trochę wypiłem nie ma żadnego wpływu.
- Ma, ogromny. - powiedziałam i otworzyłam mu drzwi. - Wyjdź. - powstrzymywałam łzy.
- Wyjdę, jeżeli mi coś obiecasz.
- Co? - wywróciłam oczami.
- Że się jutro spotkamy po meczu. Proszę.
- Niech będzie. - wiedziałam, że kiedyś będzie musiało dojść do naszego spotkania. - Gdzie i o której?
- Najlepiej będzie, jeśli przyjdziesz na mecz i poczekasz potem przed stadionem na mnie. - mówił niezrozumiale i podał mi bilet.
- Dobrze. Idź już. I nie pij więcej!
-Dla Ciebie wszystko! Do jutra. - powiedział i wyszedł.
Położyłam bilet na stole i zaczęłam zastanawiać się czy rzeczywiście postanowił przestać spotykać się z Alexandrą. Wszystko wyjaśni się jutro.
***
Czekałam na niego od prawie pół godziny. Meczu z Augsburgiem niestety nie udało się wygrać, musieliśmy zadowolić się remisem 2-2. Robiło mi się coraz bardziej zimno. Na dworze panował kilkunastostopniowy mróz.
- Przepraszam Cię, ale ci wszyscy dziennikarze oszaleli. - przybiegł zdyszany.- Wsiadaj. - otworzył mi drzwi swojego czarnego Aston Martina. - Bardzo zmarzłaś ?
- Nie, w ogóle, przecież mamy lipiec, jest trzydzieści stopni upału, można cały dzień na dworze siedzieć. - odparłam ironicznie.
- Przepraszam... A nie mogłaś poczekać w środku? - zapytał niepewnie.
- Nie chcieli mnie wpuścić. Jak będę chora, to pamiętaj, że to przez Ciebie. - powiedziałam oschle, chociaż coraz mniej gniewałam się na Marco. Jednak chciałam żeby się trochę pomęczył i postarał. - Możesz mi powiedzieć gdzie mnie wywozisz? - zapytałam, kiedy wjechaliśmy na nieznane mi uliczki.
- Do lasu. - odpowiedział.
- Aha super! Będziemy zbierać grzyby ? - zapytałam z głupim uśmiechem i udawaną radością.
- Tak, jeśli tylko będzie ci się chciało odkopywać je spod śniegu. A tak na serio to tu jest taka fajna restauracja. - podjechaliśmy pod okrągły budynek i weszliśmy do środka.
- Madzia...Rozmawiałem z Alexandrą. Nie potrafię bez Ciebie żyć, więc powiedziałem jej, że nie będę jej odwiedzać. - powiedział, gdy usiedliśmy przy stoliku.
- Nie chodzi mi o to żebyś się z nią nigdy nie spotkał, tylko żeby nie wyglądało to tak jak podczas naszych spotkań. Jeden telefon, rzucasz wszystko i do niej jedziesz. - spuścił wzrok.
- Wiem, to było idiotyczne, przepraszam. - zapanowała między nami cisza. - I co teraz? - zapytał po chwili. Wzruszyłam ramionami.
- Chcę żeby było jak dawniej. - odpowiedziałam. Marco szeroko się uśmiechnął i mnie pocałował.
_____________________________________________________
Nie podoba mi się, bez składu i ładu...Niestety, w tej chwili na nic więcej mnie nie stać. Mam nadzieję, że jednak Wam się spodoba ! :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!! :)
środa, 22 stycznia 2014
21. ,,Nie udawaj, że Cię to obchodzi. "
Szybkim krokiem przemierzałam ulice Dortmundu. Było ciemno, zimno, jak na styczeń przystało, a do tego mżyło. Z moich oczu płynęły gęste łzy, które znacznie utrudniały mi widoczność. Nie zwracałam wtedy uwagi na to, że mam na sobie krótką sukienkę i prawie gołe nogi, odziane jedynie w cienkie rajstopy, przez które ziębiło mnie powietrze. Kiedy w końcu dotarłam do domu, zrzuciłam wszystkie przemoknięte części garderoby i zrobiłam sobie gorącą kąpiel. Po wyjściu z łazienki wypiłam herbatę i położyłam się do łóżka. Nie mogłam zasnąć. Moją głowę zaprzątał nie kto inny jak Marco. Miałam wątpliwości co do naszego związku, zastanawiałam się czy on w ogóle nadal istnieje. Nie wiedziałam, czy dobrze zrobiłam zgadzając się na pracę w Borussii. Moje przemyślenia kilka razy przerywało połączenie od Reusa, które za każdym razem odrzucałam. Postanowiłam dać nam czas, odpocząć od tego wszystkiego. Pomyślałam, że zrobię niespodziankę mojemu bratu, który przebywa tymczasowo w Berlinie i wpadnę do niego na weekend. Tak naprawdę był on jedyną osobą, której mogłam się wyżalić. Uznałam, że pojadę pociągiem, więc sprawdziłam godziny odjazdów.
***
Wstałam, kiedy na dworze panowała jeszcze zupełna ciemność. Za pół godziny miałam pociąg do Berlina. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, zrobiłam kanapki na drogę i wyjechałam z domu na dworzec.
Po kilkudziesięciu minutach byłam w drodze do Maćka. Przeglądałam sms-y, które przysłał mi Marco. Kiedy je czytałam, w kącikach oczu zaczęły zbierać mi się łzy. Postanowiłam sobie, że na dzisiaj i jutro zapominam o tej sprawie i w pełni się relaksuję. Choć nie będzie to łatwe, bo każdą myśl poświęcam piłkarzowi. Gdy byłam już w połowie drogi napisałam do brata, że go odwiedzę. Schowałam telefon do torebki, lecz zaraz musiałam go wyjąć, ponieważ dzwonił. Pomyślałam, że to Maciek, którego zaskoczyłam wiadomością. Spoglądając na ekran ujrzałam jednak zdjęcie uśmiechniętego blondyna, które zrobiłam po naszej wspólnej nocy. Nie odebrałam. Poczekałam, aż skończy dzwonić i wyłączyłam telefon.
Kiedy byłam na miejscu, włączyłam go z powrotem dzwoniąc do Maćka z prośbą o jego adres.
- Cześć siostra! A co się stało, że tak nagle do mnie przyjeżdżasz, co ? - zapytał.
- A musi się coś stać, żebym mogła Cię odwiedzić?
- Nie, ale nigdy tego nie robiłaś...
- Dasz mi ten adres ? - zaczęłam się niecierpliwić.
- A może po prostu przyjadę po Ciebie? - zaproponował.
- Nie trzeba. Kiedyś wspominałeś, że to niedaleko dworca, a ja chętnie rozprostuję nogi.
- Jak wolisz. Wrangelstrasse 15, najpierw skręć w Rolandufer, potem druga ulica w lewo, prosto do końca i jeszcze raz w lewo.
-Okej, pa. - powiedziałam i rozłączyłam się.
Po kilkunastu minutach i kilku ślepych uliczkach, w końcu znalazłam dom, w którym przebywał Maciek. Mieszkał u kolegi, który wyjechać do Szwajcarii, gdzie prowadzi firmę. Maciej również pracował w firmie, był pewnego rodzaju wysłannikiem, który jeździ po Europie i szuka korzystnych inwestycji. Czasem zazdrościłam mu tej pracy, ponieważ zwiedzał dużo ciekawych miejsc, a do tego zarabiał całkiem duże pieniądze.
Zadzwoniłam do furtki. Po chwili z dużego, zadbanego domu wyszedł mój brat. Przywitaliśmy się uściskiem i weszliśmy do domu, który w środku prezentował się równie pięknie jak na zewnątrz.
- Napijesz się czegoś? - zaproponował, kiedy usiedliśmy w salonie.
- Nie, dzięki. A co ty taki przygnębiony, coś się stało? - zauważyłam, że nie jest taki radosny i pełen życia jak zawsze.
- Nic takiego, lepiej powiedz co u Ciebie. - odpowiedział wymijająco.
- Zmieniłam pracę. - odparłam krótko.
- Jak to ? Dlaczego ?
- Marvin...no wiesz ten kamerzysta, nie dawał mi spokoju.
- I przez niego jesteś teraz bez pracy? - oburzył się.
- Przecież powiedziałam, że zmieniłam pracę, a nie że jestem bezrobotna.
- To gdzie teraz pracujesz?
- W Borussii. - odparłam z uśmiechem. Widząc jego zdziwienie dodałam - Jako rzecznik prasowy.
- Żartujesz!
- Nie. Tak naprawdę, zaczynam dopiero od poniedziałku.
- No to nieźle mnie zaskoczyłaś. Ja we wtorek wracam do Polski. A jak tam między Tobą i tym piłkarzem? - zapytał, na co ja spuściłam głowę.
- Nijak. - odpowiedziałam krótko.
- No to tak jak u mnie. - rzuciłam mu pytające spojrzenie. - Pamiętasz Angelikę ? Tę dziewczynę, z którą widzieliśmy się w święta w sklepie? - pokiwałam głową, przypominając sobie wysoką brunetkę. - Byliśmy razem i było bardzo fajnie, dopóki nie nakryłem jej w łóżku z jej rzekomym kolegą. Spotykała się z nim wcześniej, a mi mówiła, że jego siostra jest narkomanką i on potrzebuje jej wsparcia. - od razu pomyślałam o sytuacji z Marco, ale postanowiłam nie mówić o tym Maćkowi, który zaproponował spacer po Berlinie.
***
Weekend zleciał bardzo szybo i już w poniedziałek przed ósmą byłam w drodze do pracy. Gdy wysiadłam z samochodu i skierowałam się w stronę budynku usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Odwróciłam się i ujrzałam Reusa. Przyspieszyłam lecz zdążył mnie dogonić.
- Magda co się z Tobą działo ?! Nie odbierałaś telefonu, nie było Cię w domu, nie mogłem się Tobą skontaktować! Martwiłem się. Gdzie byłaś?
- Nie udawaj, że Cię to obchodzi.
- Nie udaję, Magda jesteś moją dziewczyną, kocham Cię! - podniósł głos.
- Uspokój się. A co do tego czy jestem Twoją dziewczyną, to głęboko bym się zastanowiła. Nie mam teraz czasu, cześć. - odwróciłam się i poszłam do swojego pokoju. Nie był zbyt dużych rozmiarów, ale nie przeszkadzało mi to.
Zajęłam się wypełnianiem papierów, kiedy zapukał Tim.
- Dzień dobry Magda. Słuchaj, jutro jest konferencja, na której musisz wystąpić. Mam jeszcze prośbę. Zanieś to Michaelowi, widziałem jak rozmawia z Kloppem na boisku. - położył mi na biurku plik papierów. Michael zajmował się sprawami finansowymi klubu. Kiedy Tim wyszedł, dopiłam herbatę i poszłam zanieść dokumenty. Gdy wyszłam na boisko, przeszyło mnie zimne powietrze. Pomachałam Lewandowskiemu, który właśnie się rozgrzewał i dokuczał Sahinowi. Spojrzałam również na Marco, który stał z boku i bez zaangażowanie wykonywał rozgrzewkę. Przekazałam dokumenty Michaelowi i wróciłam do pokoju.
Kiedy piłkarze skończyli trening, Reus przyszedł do mnie porozmawiać. W sumie mogłam się spodziewać, że pracując tutaj będę skazana na jego obecność.
- Madzia, musimy sobie to wszystko wyjaśnić. Nie może być tak, że przez jakąś błahostkę będziemy się od siebie oddalać. - powiedział siadając na krześle.
- Mhmm, a jak tam Alexandra? - odpowiedziałam złośliwie. Marco przewrócił oczami i pokiwał głową.
- W porządku, jest coraz lepiej. - uśmiechnęłam się, uświadamiając sobie, że miałam rację z tym, że Alexandra coś knuje. Kilka dni temu była umierająca, a teraz nagle dzięki cudownemu uzdrowieniu ( albo obecności Reusa) czuje się coraz lepiej.
- No to świetnie! - skwitowałam.
- Magda, przestań. - westchnął.
- Posłuchaj, nie mam zamiaru dzielić się chłopakiem z inną dziewczyną, więc jeśli chcesz, żeby było tak jak dawniej to po prostu nie spotykaj się z nią. Albo ona, albo ja.
- Madzia, nie zachowuj się jak dziecko. Alex to moja przyjaciółka. Nie będę wybierać między kobietą którą kocham, a dobrą koleżanką, bo nie widzę powodu, dla którego miałbym to robić.
- A ja widzę. Tym bardziej, że mam co do niej dziwne przeczucie. Więc albo przestaniesz się z nią spotykać, albo skończmy to, co było między nami.
- Nie. Nie urwę z nią kontaktu, tylko dlatego, że sobie coś wymyśliłaś. Alex znam od dziecka i jest dla mnie jak trzecia siostra, a do tego potrzebuje mojej pomocy. Proszę, przemyśl to sobie jeszcze raz. Pa. - powiedział i wyszedł.
Prawdę mówiąc nie liczyłam na to, że się zgodzi. Wiedziałam, że ta cała Alexandra jest dla niego bardzo ważna. Ale czy ważniejsza ode mnie?
____________________________________________________
Rozdział kończyłam podczas meczu Polska - Szwecja, więc mogą być jakieś pomyłki, za które z góry przepraszam :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!
***
Wstałam, kiedy na dworze panowała jeszcze zupełna ciemność. Za pół godziny miałam pociąg do Berlina. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, zrobiłam kanapki na drogę i wyjechałam z domu na dworzec.
Po kilkudziesięciu minutach byłam w drodze do Maćka. Przeglądałam sms-y, które przysłał mi Marco. Kiedy je czytałam, w kącikach oczu zaczęły zbierać mi się łzy. Postanowiłam sobie, że na dzisiaj i jutro zapominam o tej sprawie i w pełni się relaksuję. Choć nie będzie to łatwe, bo każdą myśl poświęcam piłkarzowi. Gdy byłam już w połowie drogi napisałam do brata, że go odwiedzę. Schowałam telefon do torebki, lecz zaraz musiałam go wyjąć, ponieważ dzwonił. Pomyślałam, że to Maciek, którego zaskoczyłam wiadomością. Spoglądając na ekran ujrzałam jednak zdjęcie uśmiechniętego blondyna, które zrobiłam po naszej wspólnej nocy. Nie odebrałam. Poczekałam, aż skończy dzwonić i wyłączyłam telefon.
Kiedy byłam na miejscu, włączyłam go z powrotem dzwoniąc do Maćka z prośbą o jego adres.
- Cześć siostra! A co się stało, że tak nagle do mnie przyjeżdżasz, co ? - zapytał.
- A musi się coś stać, żebym mogła Cię odwiedzić?
- Nie, ale nigdy tego nie robiłaś...
- Dasz mi ten adres ? - zaczęłam się niecierpliwić.
- A może po prostu przyjadę po Ciebie? - zaproponował.
- Nie trzeba. Kiedyś wspominałeś, że to niedaleko dworca, a ja chętnie rozprostuję nogi.
- Jak wolisz. Wrangelstrasse 15, najpierw skręć w Rolandufer, potem druga ulica w lewo, prosto do końca i jeszcze raz w lewo.
-Okej, pa. - powiedziałam i rozłączyłam się.
Po kilkunastu minutach i kilku ślepych uliczkach, w końcu znalazłam dom, w którym przebywał Maciek. Mieszkał u kolegi, który wyjechać do Szwajcarii, gdzie prowadzi firmę. Maciej również pracował w firmie, był pewnego rodzaju wysłannikiem, który jeździ po Europie i szuka korzystnych inwestycji. Czasem zazdrościłam mu tej pracy, ponieważ zwiedzał dużo ciekawych miejsc, a do tego zarabiał całkiem duże pieniądze.
Zadzwoniłam do furtki. Po chwili z dużego, zadbanego domu wyszedł mój brat. Przywitaliśmy się uściskiem i weszliśmy do domu, który w środku prezentował się równie pięknie jak na zewnątrz.
- Napijesz się czegoś? - zaproponował, kiedy usiedliśmy w salonie.
- Nie, dzięki. A co ty taki przygnębiony, coś się stało? - zauważyłam, że nie jest taki radosny i pełen życia jak zawsze.
- Nic takiego, lepiej powiedz co u Ciebie. - odpowiedział wymijająco.
- Zmieniłam pracę. - odparłam krótko.
- Jak to ? Dlaczego ?
- Marvin...no wiesz ten kamerzysta, nie dawał mi spokoju.
- I przez niego jesteś teraz bez pracy? - oburzył się.
- Przecież powiedziałam, że zmieniłam pracę, a nie że jestem bezrobotna.
- To gdzie teraz pracujesz?
- W Borussii. - odparłam z uśmiechem. Widząc jego zdziwienie dodałam - Jako rzecznik prasowy.
- Żartujesz!
- Nie. Tak naprawdę, zaczynam dopiero od poniedziałku.
- No to nieźle mnie zaskoczyłaś. Ja we wtorek wracam do Polski. A jak tam między Tobą i tym piłkarzem? - zapytał, na co ja spuściłam głowę.
- Nijak. - odpowiedziałam krótko.
- No to tak jak u mnie. - rzuciłam mu pytające spojrzenie. - Pamiętasz Angelikę ? Tę dziewczynę, z którą widzieliśmy się w święta w sklepie? - pokiwałam głową, przypominając sobie wysoką brunetkę. - Byliśmy razem i było bardzo fajnie, dopóki nie nakryłem jej w łóżku z jej rzekomym kolegą. Spotykała się z nim wcześniej, a mi mówiła, że jego siostra jest narkomanką i on potrzebuje jej wsparcia. - od razu pomyślałam o sytuacji z Marco, ale postanowiłam nie mówić o tym Maćkowi, który zaproponował spacer po Berlinie.
***
Weekend zleciał bardzo szybo i już w poniedziałek przed ósmą byłam w drodze do pracy. Gdy wysiadłam z samochodu i skierowałam się w stronę budynku usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Odwróciłam się i ujrzałam Reusa. Przyspieszyłam lecz zdążył mnie dogonić.
- Magda co się z Tobą działo ?! Nie odbierałaś telefonu, nie było Cię w domu, nie mogłem się Tobą skontaktować! Martwiłem się. Gdzie byłaś?
- Nie udawaj, że Cię to obchodzi.
- Nie udaję, Magda jesteś moją dziewczyną, kocham Cię! - podniósł głos.
- Uspokój się. A co do tego czy jestem Twoją dziewczyną, to głęboko bym się zastanowiła. Nie mam teraz czasu, cześć. - odwróciłam się i poszłam do swojego pokoju. Nie był zbyt dużych rozmiarów, ale nie przeszkadzało mi to.
Zajęłam się wypełnianiem papierów, kiedy zapukał Tim.
- Dzień dobry Magda. Słuchaj, jutro jest konferencja, na której musisz wystąpić. Mam jeszcze prośbę. Zanieś to Michaelowi, widziałem jak rozmawia z Kloppem na boisku. - położył mi na biurku plik papierów. Michael zajmował się sprawami finansowymi klubu. Kiedy Tim wyszedł, dopiłam herbatę i poszłam zanieść dokumenty. Gdy wyszłam na boisko, przeszyło mnie zimne powietrze. Pomachałam Lewandowskiemu, który właśnie się rozgrzewał i dokuczał Sahinowi. Spojrzałam również na Marco, który stał z boku i bez zaangażowanie wykonywał rozgrzewkę. Przekazałam dokumenty Michaelowi i wróciłam do pokoju.
Kiedy piłkarze skończyli trening, Reus przyszedł do mnie porozmawiać. W sumie mogłam się spodziewać, że pracując tutaj będę skazana na jego obecność.
- Madzia, musimy sobie to wszystko wyjaśnić. Nie może być tak, że przez jakąś błahostkę będziemy się od siebie oddalać. - powiedział siadając na krześle.
- Mhmm, a jak tam Alexandra? - odpowiedziałam złośliwie. Marco przewrócił oczami i pokiwał głową.
- W porządku, jest coraz lepiej. - uśmiechnęłam się, uświadamiając sobie, że miałam rację z tym, że Alexandra coś knuje. Kilka dni temu była umierająca, a teraz nagle dzięki cudownemu uzdrowieniu ( albo obecności Reusa) czuje się coraz lepiej.
- No to świetnie! - skwitowałam.
- Magda, przestań. - westchnął.
- Posłuchaj, nie mam zamiaru dzielić się chłopakiem z inną dziewczyną, więc jeśli chcesz, żeby było tak jak dawniej to po prostu nie spotykaj się z nią. Albo ona, albo ja.
- Madzia, nie zachowuj się jak dziecko. Alex to moja przyjaciółka. Nie będę wybierać między kobietą którą kocham, a dobrą koleżanką, bo nie widzę powodu, dla którego miałbym to robić.
- A ja widzę. Tym bardziej, że mam co do niej dziwne przeczucie. Więc albo przestaniesz się z nią spotykać, albo skończmy to, co było między nami.
- Nie. Nie urwę z nią kontaktu, tylko dlatego, że sobie coś wymyśliłaś. Alex znam od dziecka i jest dla mnie jak trzecia siostra, a do tego potrzebuje mojej pomocy. Proszę, przemyśl to sobie jeszcze raz. Pa. - powiedział i wyszedł.
Prawdę mówiąc nie liczyłam na to, że się zgodzi. Wiedziałam, że ta cała Alexandra jest dla niego bardzo ważna. Ale czy ważniejsza ode mnie?
____________________________________________________
Rozdział kończyłam podczas meczu Polska - Szwecja, więc mogą być jakieś pomyłki, za które z góry przepraszam :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!
sobota, 18 stycznia 2014
20.,,Byłeś z nią?''
Dwa dni później pojechałam z Marco na trening. Zanim poszedł do szatni, zaprowadził mnie do Tima. Mężczyzna mógł mieć około 30 lat, był wysoki i miał oliwkowy kolor skóry. Reus zostawił mnie z nim samą i pobiegł się przebrać.
- A więc pracowałaś wcześniej w redakcji, a potem w SportDigital, tak? - zapytał Tim, kiedy oboje usiedliśmy. Potwierdziłam kiwając głową. - Mimo, że nie masz doświadczenia, nie mam obaw przed zatrudnieniem Ciebie. Czytałem wcześniej Twoje artykuły, oglądałem wywiady i uważam, że sobie poradzisz. - posłał mi pokrzepiający uśmiech.
- Mam nadzieję. To od kiedy mogłabym zacząć? - zapytałam.
- Od poniedziałku, aczkolwiek miałbym prośbę, żebyś przyjechała jeszcze jutro. Chciałbym wytłumaczyć Ci, na czym będzie polegać Twoja praca i podpiszemy umowę. Zrobiłbym to dzisiaj, ale zaraz mam ważne spotkanie, także muszę się już z Tobą pożegnać.
- Dobrze, to będę jutro o 10.Do widzenia. - wyszłam z pokoju, a za mną Tim. Nie bardzo wiedziałam gdzie się skierować. Uznałam, że nie będę czekać na Marco i poszłam na nogach w stronę swojego domu.
Wieczorem miałam spotkać się z Reusem. Pojechałam do niego i pochwaliłam się swoją nową posadą. Ucieszył się, że przyjęłam tę pracę. Zjedliśmy wspólnie przygotowaną kolację i zaczęliśmy oglądać film. Kiedy się skończył, piłkarz otworzył butelkę drogiego, czerwonego wina. Siedziałam, przytulając się do niego. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Miłą atmosferę przerwał telefon do Marco. Jak się domyśliłam, znowu dzwoniła jego przyjaciółka - Alexandra. Kiedy skończył rozmawiać, chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- Powiesz mi kim ona jest?
- Alexandra? Już Ci mówiłem, moja przyjaciółka.- odpowiedział wymijająco.- Leży w szpitalu, ma do mnie prośbę... Obiecuję, że wszystko Ci wyjaśnię, ale muszę do niej jechać.
- Teraz? Przecież jest dziesiąta w nocy, nie możesz poczekać do jutra? - coraz mniej mi się to podobało.
- Madziu, przepraszam, ale nie mogę. - odpowiedział wstając z kanapy i idąc po kurtkę.
- Piłeś wino, nie możesz prowadzić. - upomniałam go i poszłam za nim.
- Wezmę taksówkę, ale Ty tutaj zostań, przecież nie musisz wracać do siebie.
- Ale chcę. - odpowiedziałam trochę zła na piłkarza. Jeden telefon i cała atmosfera przepadła w niepamięć. Podszedł i mnie przytulił. Chciał mnie pocałować, ale odwróciłam głowę i odeszłam kilka kroków dalej. Założyłam buty, rzuciłam krótkie ,,cześć" i wyszłam. Słyszałam jak prosi mnie, żebym poczekała na taksówkę, ale odpowiedziałam, że z chęcią się przejdę. Musiałam wszystko sobie przemyśleć. Byłam smutna i zła, że Marco mnie wystawił. Rozumiałam, że jego przyjaciółka jest ważna, że chciał jej pomóc. Ale z drugiej strony, zostawił mnie już drugi raz. Gdyby naprawdę mu na mnie zależało, zastanowiłby się dwa razy, zanim by mnie zostawił. Nie znałam tej Alexandry i nie w moim stylu było ocenianie innych, ale wydawała mi się być kobietą, która za wszelką cenę chce usidlić Reusa. Postanowiłam, że muszę dowiedzieć się kim dokładnie ona jest i z jakiego powodu znajduje się w szpitalu.
***
Następnego dnia, po zjedzeniu śniadania, założyłam jasną sukienkę, włosy lekko pofalowałam i zrobiłam lekki makijaż. Miałam zamiar jechać swoim samochodem, ale kilka minut przed dziewiątą zadzwonił Marco. Przez chwilę zastanawiałam się czy odebrać. Nadal byłam na niego zła, z powodu wczorajszej sytuacji.
- Słucham? - powiedziałam po naciśnięciu zielonej słuchawki.
- Cześć kochanie. Mam nadzieję, że nie jesteś już na mnie zła... Chciałem zapytać czy Cię zabrać do pracy?
- Dziękuję, ale poradzę sobie. Nie chcę robić Ci problemu.- powiedziałam z lekką ironią. Słowo ,,problem" idealnie opisywało mój wczorajszy stan. Poczułam się jak kłopot, który stał Reusowi na przeszkodzie. Być może trochę przesadzam, ale od zawsze nie znosiłam takiego traktowania.
- Madzia, jaki problem? Widzę, że Ci jeszcze nie przeszło, będę za 15 minut. Pa! - powiedział i rozłączył się, nie dając mi szansy sprzeciwu.
Po kilkunastu minutach rozległ się głos dzwonka do drzwi. Uznałam, że nie ma już czasu na pogawędki, więc założyłam buty i narzuciłam na siebie skórzaną kurtkę. Wzięłam torebkę i wyszłam z domu. Za drzwiami stał Marco. Spojrzał na mnie zbolałym wzrokiem i przytulił się do mnie. Po chwili zaczął mnie całować. Oderwałam się od niego i zapytałam :
- Jedziemy w końcu?
- Jasne. - odpowiedział.
- Musimy porozmawiać i wszystko sobie wyjaśnić. - powiedziałam, wsiadając do auta.
- Uważam, że lepiej byłoby, gdybyśmy pojechali gdzieś i na spokojnie wszystko Ci wytłumaczę. Może poczekasz na mnie, aż skończę trening i pojedziemy do Floriana? - spojrzał na mnie pytająco.
- Okej. - odpowiedziałam krótko. Resztę drogi oboje milczeliśmy. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, wysiadłam i ruszyłam na budynku. Tima spotkałam już w drzwiach, ponieważ przyjechał w tym samym czasie.
Poszliśmy do jego pokoju. Przedstawił mi cały plan mojej pracy. Miałam udzielać informacji mediom, po każdym meczu, a czasem nawet i po treningach, co wiązało się z tym, że musiałam być na bieżąco ze wszystkimi informacjami dotyczącymi kontuzji i urazów. Podpisaliśmy umowę, Tim przedstawił mnie również klubowym lekarzom i fizjoterapeutom.
Wyszło na to, że to Marco czekał na mnie,a nie ja na niego. Pojechaliśmy do restauracji.
- No, to powiesz mi w końcu coś więcej o swojej przyjaciółce? - zapytałam, kiedy usiedliśmy przy stoliku. Dodam, że był to ten sam stolik, przy którym siedzieliśmy na naszej pierwszej ,,randce".
- Alexandrę znam od dziecka, była najlepszą przyjaciółką mojej siostry. Tydzień temu wracała od dentysty i ślad po niej zaginął. Okazało się, że ją pobili i więzili przez kilka dni. Na szczęście udało się jej jakoś wydostać. Przy badaniach, które były potrzebne policji, wyszło, że Alex ma chorobę Kussmaula, czyli zapalenie tętnic. Nie dawało to wcześniej żadnych objawów, a teraz może być już za późno...- mówił łamiącym głosem.
- Bardzo mi przykro... Również mi przykro dlatego, że nie powiedziałeś mi o tym wcześniej.- wzięłam głęboki wdech - A teraz tak szczerze, byłeś z nią ? - zapytałam spontanicznie. Nawet nie wiem, dlaczego przyszło mi to do głowy.
-Skąd wiesz? - odpowiedział pytaniem.
- Tak myślałam. - powiedziałam bardziej do siebie. -Wiesz co? Dla mnie to nie jest usprawiedliwienie, że ona jest chora. Gdybym była najważniejsza, to nie pojechałbyś do niej. Nie oszukuj się sam przed sobą, że nic już do niej nie czujesz. I nie oszukuj mnie przy okazji! - złapałam torebkę i wybiegłam z restauracji.
- A więc pracowałaś wcześniej w redakcji, a potem w SportDigital, tak? - zapytał Tim, kiedy oboje usiedliśmy. Potwierdziłam kiwając głową. - Mimo, że nie masz doświadczenia, nie mam obaw przed zatrudnieniem Ciebie. Czytałem wcześniej Twoje artykuły, oglądałem wywiady i uważam, że sobie poradzisz. - posłał mi pokrzepiający uśmiech.
- Mam nadzieję. To od kiedy mogłabym zacząć? - zapytałam.
- Od poniedziałku, aczkolwiek miałbym prośbę, żebyś przyjechała jeszcze jutro. Chciałbym wytłumaczyć Ci, na czym będzie polegać Twoja praca i podpiszemy umowę. Zrobiłbym to dzisiaj, ale zaraz mam ważne spotkanie, także muszę się już z Tobą pożegnać.
- Dobrze, to będę jutro o 10.Do widzenia. - wyszłam z pokoju, a za mną Tim. Nie bardzo wiedziałam gdzie się skierować. Uznałam, że nie będę czekać na Marco i poszłam na nogach w stronę swojego domu.
Wieczorem miałam spotkać się z Reusem. Pojechałam do niego i pochwaliłam się swoją nową posadą. Ucieszył się, że przyjęłam tę pracę. Zjedliśmy wspólnie przygotowaną kolację i zaczęliśmy oglądać film. Kiedy się skończył, piłkarz otworzył butelkę drogiego, czerwonego wina. Siedziałam, przytulając się do niego. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Miłą atmosferę przerwał telefon do Marco. Jak się domyśliłam, znowu dzwoniła jego przyjaciółka - Alexandra. Kiedy skończył rozmawiać, chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- Powiesz mi kim ona jest?
- Alexandra? Już Ci mówiłem, moja przyjaciółka.- odpowiedział wymijająco.- Leży w szpitalu, ma do mnie prośbę... Obiecuję, że wszystko Ci wyjaśnię, ale muszę do niej jechać.
- Teraz? Przecież jest dziesiąta w nocy, nie możesz poczekać do jutra? - coraz mniej mi się to podobało.
- Madziu, przepraszam, ale nie mogę. - odpowiedział wstając z kanapy i idąc po kurtkę.
- Piłeś wino, nie możesz prowadzić. - upomniałam go i poszłam za nim.
- Wezmę taksówkę, ale Ty tutaj zostań, przecież nie musisz wracać do siebie.
- Ale chcę. - odpowiedziałam trochę zła na piłkarza. Jeden telefon i cała atmosfera przepadła w niepamięć. Podszedł i mnie przytulił. Chciał mnie pocałować, ale odwróciłam głowę i odeszłam kilka kroków dalej. Założyłam buty, rzuciłam krótkie ,,cześć" i wyszłam. Słyszałam jak prosi mnie, żebym poczekała na taksówkę, ale odpowiedziałam, że z chęcią się przejdę. Musiałam wszystko sobie przemyśleć. Byłam smutna i zła, że Marco mnie wystawił. Rozumiałam, że jego przyjaciółka jest ważna, że chciał jej pomóc. Ale z drugiej strony, zostawił mnie już drugi raz. Gdyby naprawdę mu na mnie zależało, zastanowiłby się dwa razy, zanim by mnie zostawił. Nie znałam tej Alexandry i nie w moim stylu było ocenianie innych, ale wydawała mi się być kobietą, która za wszelką cenę chce usidlić Reusa. Postanowiłam, że muszę dowiedzieć się kim dokładnie ona jest i z jakiego powodu znajduje się w szpitalu.
***
Następnego dnia, po zjedzeniu śniadania, założyłam jasną sukienkę, włosy lekko pofalowałam i zrobiłam lekki makijaż. Miałam zamiar jechać swoim samochodem, ale kilka minut przed dziewiątą zadzwonił Marco. Przez chwilę zastanawiałam się czy odebrać. Nadal byłam na niego zła, z powodu wczorajszej sytuacji.
- Słucham? - powiedziałam po naciśnięciu zielonej słuchawki.
- Cześć kochanie. Mam nadzieję, że nie jesteś już na mnie zła... Chciałem zapytać czy Cię zabrać do pracy?
- Dziękuję, ale poradzę sobie. Nie chcę robić Ci problemu.- powiedziałam z lekką ironią. Słowo ,,problem" idealnie opisywało mój wczorajszy stan. Poczułam się jak kłopot, który stał Reusowi na przeszkodzie. Być może trochę przesadzam, ale od zawsze nie znosiłam takiego traktowania.
- Madzia, jaki problem? Widzę, że Ci jeszcze nie przeszło, będę za 15 minut. Pa! - powiedział i rozłączył się, nie dając mi szansy sprzeciwu.
Po kilkunastu minutach rozległ się głos dzwonka do drzwi. Uznałam, że nie ma już czasu na pogawędki, więc założyłam buty i narzuciłam na siebie skórzaną kurtkę. Wzięłam torebkę i wyszłam z domu. Za drzwiami stał Marco. Spojrzał na mnie zbolałym wzrokiem i przytulił się do mnie. Po chwili zaczął mnie całować. Oderwałam się od niego i zapytałam :
- Jedziemy w końcu?
- Jasne. - odpowiedział.
- Musimy porozmawiać i wszystko sobie wyjaśnić. - powiedziałam, wsiadając do auta.
- Uważam, że lepiej byłoby, gdybyśmy pojechali gdzieś i na spokojnie wszystko Ci wytłumaczę. Może poczekasz na mnie, aż skończę trening i pojedziemy do Floriana? - spojrzał na mnie pytająco.
- Okej. - odpowiedziałam krótko. Resztę drogi oboje milczeliśmy. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, wysiadłam i ruszyłam na budynku. Tima spotkałam już w drzwiach, ponieważ przyjechał w tym samym czasie.
Poszliśmy do jego pokoju. Przedstawił mi cały plan mojej pracy. Miałam udzielać informacji mediom, po każdym meczu, a czasem nawet i po treningach, co wiązało się z tym, że musiałam być na bieżąco ze wszystkimi informacjami dotyczącymi kontuzji i urazów. Podpisaliśmy umowę, Tim przedstawił mnie również klubowym lekarzom i fizjoterapeutom.
Wyszło na to, że to Marco czekał na mnie,a nie ja na niego. Pojechaliśmy do restauracji.
- No, to powiesz mi w końcu coś więcej o swojej przyjaciółce? - zapytałam, kiedy usiedliśmy przy stoliku. Dodam, że był to ten sam stolik, przy którym siedzieliśmy na naszej pierwszej ,,randce".
- Alexandrę znam od dziecka, była najlepszą przyjaciółką mojej siostry. Tydzień temu wracała od dentysty i ślad po niej zaginął. Okazało się, że ją pobili i więzili przez kilka dni. Na szczęście udało się jej jakoś wydostać. Przy badaniach, które były potrzebne policji, wyszło, że Alex ma chorobę Kussmaula, czyli zapalenie tętnic. Nie dawało to wcześniej żadnych objawów, a teraz może być już za późno...- mówił łamiącym głosem.
- Bardzo mi przykro... Również mi przykro dlatego, że nie powiedziałeś mi o tym wcześniej.- wzięłam głęboki wdech - A teraz tak szczerze, byłeś z nią ? - zapytałam spontanicznie. Nawet nie wiem, dlaczego przyszło mi to do głowy.
-Skąd wiesz? - odpowiedział pytaniem.
- Tak myślałam. - powiedziałam bardziej do siebie. -Wiesz co? Dla mnie to nie jest usprawiedliwienie, że ona jest chora. Gdybym była najważniejsza, to nie pojechałbyś do niej. Nie oszukuj się sam przed sobą, że nic już do niej nie czujesz. I nie oszukuj mnie przy okazji! - złapałam torebkę i wybiegłam z restauracji.
________________________________________________
Nie skomentuję powyższego tekstu, totalnie mi się nie podoba, ale cóż, jak się nie ma co się lubi...Myślice, że przesadziłam z tym egoizmem ze strony Magdy? :)
Czytasz = komentujesz !!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)